Okres urlopowy za pasem, niedługo dłuuuugi weekend, a już za chwilę wakacje.
W zależności gdzie się wybieracie – warto mieć ubezpieczenie podróżne. Warto, zawsze warto, ale czy dostaniecie z niego odszkodowanie jak Wam się coś przytrafi? To już sprawa indywidualna.

Postanowiłam podzielić się z Wami moją przygodą z PZU – Wojażer.

Z grupą znajomych zaplanowaliśmy wyjazd na Filipiny. Przygotowania trwały. Oglądaliśmy dużo vlogów, czytaliśmy co warto, czego nie warto, jak się ubrać, co ze sobą zabrać i takie tam urlopowe dylematy.

Rozważaliśmy również jakie ubezpieczenie turystyczne byłoby dla nas najlepsze. Padło na PZU –  Wojażer. Policzone, wypełnione, kupione. Do podręcznego bagażu trafiła wydrukowana polisa. Gdy już przebyliśmy tysiące kilometrów samolotem
z przesiadkami, wylądowaliśmy na wyspie Coron.

Zameldowanie w hotelu – szybkie odświeżenie się po locie i najważniejsze pytanie do  Pani w recepcji – gdzie jest plaża? Plaża była oddalona od hotelu jakieś 3 km. Pani poradziła nam wypożyczyć skutery od zaprzyjaźnionej z hotelem firmy. Było nas 8 osób, więc zanim pozbierali odpowiednią ilość skuterów trochę poczekaliśmy. (Tu uwaga dla Ciebie – jeżeli kiedykolwiek będziesz wypożyczał skuter dokładnie go obejrzyj i uzgodnij z wypożyczalnią wszystkie rysy, zadrapania, obicia lakieru. Nasza głowa była już tak zajęta drogą na plażę, że zupełnie tego nie zrobiliśmy, a to wiązało się później z dużymi kłopotami).  Skutery oczywiście postawili nam z pustym bakiem. Benzyny było tylko tyle, żeby dojechać do najbliższej „stacji”. Raczej sklepiku, gdzie Pan miał paliwo w butelkach i nalewał do zbiornika.

Jechaliśmy – nic nie było w stanie zakłócić naszego humoru – rozpoczynaliśmy przecież urlop, a w głowie mieliśmy już widoki pięknej plaży, do której zmierzaliśmy. Ja oczywiście miałam plecak spakowany, buty rafowe, maskę i rurkę do snurkowania – pełen wypas!

Jedziemy, mijamy okoliczne wioski, biedne chatki, droga momentami jest trudna, szutrowa, dużo kamieni i żużel. Nagle, nie wiem kiedy tracimy równowagę na skuterze!

Kraksa była dość poważna. Mnie jeszcze trzymała adrenalina, ale jak już się wykaraskałam spod tego skutera zrobiło mi się słabo. Na szczęście nasi przyjaciele szybko pomogli nam się pozbierać. Spojrzeliśmy na swoje rany – nie wyglądało to dobrze.

Ja miałam mocno porysowane przedramię i trochę nogę, mój partner miał bardzo pokiereszowaną nogę. Zapytaliśmy miejscowych gdzie tu jest lokalna przychodnia lub szpital. Pokazali nam drogę.

Nasi przyjaciele zawieźli nas na oddzielnych skuterach. Po jakimś czasie drogi naszym oczom ukazał się obdrapany budynek. Weszliśmy do środka –  jakiś Pan leżał w korytarzu na łóżku i się nie ruszał, krzyczało dziecko, ale pielęgniarka nas przyjęła. Zmierzyła ciśnienie. Miałam się położyć na łóżku w sali obok. Gdy sobie tak leżałam patrzyłam na jaszczurkę chodzącą po suficie. W ciepłych krajach wszędzie ich pełno, są nieszkodliwe. Moja była całkiem ładna. Po chwili przyszła pielęgniarka, która bardzo słabo mówiła po angielsku, ale udało się porozumieć. Obmyła moje rany, przepraszała, że będzie szczypało i piekło, zagadywała, pokazała mi też swoją bliznę z wypadku na skuterze. Była  bardzo miła. Zakleiła co trzeba i powiedziała jak obchodzić się z opatrunkiem. Dała receptę na wykupienie leków. Chociaż warunki nie były najlepsze w tym szpitalu to podejście do służenia ludziom, serdeczność
i otwartość były takie jakich w Polsce nie spotkałam. Byliśmy naprawdę zaskoczeni postawą tamtejszej służby zdrowia.

Wróciło nam trzeźwe myślenie i o tej pory zaczęliśmy robić zdjęcia recept, szpitala, naszych ran, by później móc się ubiegać o zwrot z ubezpieczenia. Na Filipinach płatność kartą jest niemożliwa, więc wszystko płaciliśmy gotówką. Na wyspie był jeden bankomat, który akurat miał dwudniową awarię. Dobrze, że zrobiliśmy zapas gotówki wymieniając walutę na lotnisku.

Poniżej zobaczycie moje zdjęcia zaraz po wypadku:

Z zaklejonymi ranami wróciliśmy do hotelu. Byłam obklejona kurzem i potrzebowałam się wykąpać. Zgłosiliśmy też całe zajście w hotelu. Wystawili nam zaświadczenie w jakiej kwocie powinniśmy ponieść koszty porysowanego skutera.

Chcieliśmy zgłosić szkodę w PZU – niestety brak Internetu na to nie pozwalał. Następnego dnia cały dzień szukaliśmy kawiarenki, by móc wszystko wysłać do PZU. Jak już znaleźliśmy taką, to transfer był bardzo słaby – myślałam, że posiedzimy tam wieki. Na szczęście się udało. Otrzymaliśmy potwierdzenie przyjęcia szkody.

Firma PZU oddała obsługę szkody do firmy AWP Polska Sp. z o.o. I tu zaczęły się schody. O tej pory już nie mieliśmy do czynienia z człowiekiem, który obsługuje szkodę, tylko z automatem odpowiadającym szablonem na wiadomości.

Szanowni Państwo,

W związku z wniesionym roszczeniem, dotyczącym refundacji kosztów leczenia, prosimy o uzupełnienie:
– pełnej dokumentacji medycznej z udzielonej pomocy (diagnoza, opis zdarzenia);
– rachunków potwierdzających poniesione koszty;
– kopii międzynarodowego prawa jazdy;
– numeru złotówkowego konta bankowego.
Z poważaniem,
AWP Polska Sp. z o.o.

Nasze wyjaśnienie poniżej: 

Wiadomość wysłana 2 maja do Mondial Assistance i do PZU.
Witam,

zgłaszając szkodę prosiłem o wskazanie innego szpitala, ponieważ ten, do którego trafiłem był:

– stary i bardzo słabej jakości (zdjęcia w załączniku).
– nie wystawiał faktur ani ekspertyzy medycznej, a jak próbowałem wytłumaczyć, że potrzebuję potwierdzenia to dali do zrozumienia, że nie mają czegoś takiego,
– w szpitalu nikt poza lekarzem nie mówił po angielsku, nie bardzo także przejmował się tym, że potrzebuję dokumentację medyczną choćby po to, aby sprawdzić jakie dali nam zastrzyki dali
– nie było możliwości płacenia kartą, bo tam nawet nie było Internetu.

Jak czytam po raz kolejny, że oczekujecie Państwo od nas dokumentacji medycznej z diagnozą to mam wrażenie, że nikt nie czyta moich wiadomości.

Wizyty były dwie. Na pierwszej lekarz dał nam jakieś zastrzyki (nawet nie wiemy co to było ) i zajął się ranami. Na drugiej zmienił opatrunki, sprawdził czy wszystkie kości są całe.
Musieliśmy zapłacić gotówką, za pierwszym razem po 2.000 PHP na osobę, a za drugim po 1.000 PHP (w sumie około 420 pln). Dostaliśmy coś, co można nazwać receptami, na podstawie których kupiliśmy leki (antybiotyki, maści i opatrunki, za które łącznie zapłaciliśmy w aptekach 3.120 PHP (ok. 215 PLN).
Za uszkodzony skuter zapłaciliśmy 2.500 PHP (ok. 250 pln). Namówiłem hotel, aby dał nam potwierdzenie na piśmie. (załącznik).

Jedyne co można było zrobić w cywilizowany sposób to płatność za hotel, w którym zostaliśmy zmieniając plany naszej wyprawy. (ok 740 pln)
Drodzy Państwo wyjeżdżając w takie miejsca jak Filipiny kupuję polisę ubezpieczeniową w renomowanej dużej firmie płacąc cenę znacznie wyższą niż za dostępne ubezpieczenia na rynku tylko po to, aby uniknąć niepotrzebnych problemów w razie szkody oraz oczekując zrozumienia, że w krajach absolutnie nierozwiniętych podejście jest inne niż w krajach europejskich, gdzie na wszystko można dostać dokument i płatności dokonać kartą, a do tego wszystko konsultować mając dostęp do Internetu i zasięgu telefonicznego.
Prosicie Państwo o międzynarodowe prawo jazdy zachęcam najpierw do zapoznania się z prawem „Obywatele polscy mogą jeździć na polskim (nawet nie na międzynarodowym) prawie jazdy przez 90 dni od daty pierwszego przekroczenia granicy.  ”

 

Takie wiadomości wysłaliśmy co najmniej trzy, za załączeniem do PZU – niestety bez rezultatu. Za każdym razem odbijaliśmy się od automatu: „ proszę dosłać historię choroby i wyciąg z karty”.

Gdy wróciliśmy do Polski, próbowaliśmy jeszcze z nimi „walczyć”, ale bezskutecznie. Złożyliśmy reklamację zarówno na jedną jak i drugą firmę. Jak na ironię, po wysłaniu pisma z reklamacją zaraz zadzwonił telefon z PZU.

Konsultant chciał zbadać naszą satysfakcję po rekompensacji szkody. Chyba domyślacie się jakie było nasze zadowolenie.

Moje wnioski po tej przygodzie:

  • Jeżeli zdarzy Ci się jakiś wypadek na wakacjach, rób wszystko, żeby mieć raport
    z tego zdarzenia. Niestety zaznania świadków i Twoje rany nic nie dają. Potrzebujesz stempla policji albo lekarza.
  • Zrób wszystko by zapłacić kartą kredytową.
  • Dokładnie przeczytaj OWU co podlega sumie ubezpieczenia i jak możesz się bronić
    w razie odmowy wypłacenia odszkodowania
  • Rozważ dobrze firmę w której chcesz kupić ubezpieczeni – ja już w PZU tego nie zrobię

Mądre rady są ważne. Niestety mam świadomość, że jeżeli podróżujesz po krajach trzeciego świata, gdzie po pierwsze trudno się porozumieć, po drugie Internet nie śmiga – to na nic się zdadzą te rady. Tam się przydaje tylko gotówka i pomoc dobry ludzi.

 

Trzymaj się i bezpiecznego urlopu Ci życzę!

 

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: