Żałoba, której nie widać – wywiad z Edytą Zawistowską-Rola

Żałoba, której nie widać

Wywiad ukazał się w kwartalniku społeczno-kulturalnym „Myśl w centrum” marzec 2026 

MYSL-W-CENTRUM_magazyn_nr_8.pdf

W Polsce nawet co piąta para mierzy się z problemem niepłodności. To nie marginalne zjawisko, lecz doświadczenie dotykające ponad półtora miliona osób. O tym, czym różni się niepłodność od bezpłodności, jak wygląda proces diagnozy i jak przeżyć żałobę po niespełnionym rodzicielstwie – z psycholog Edytą Zawistowską-Rola rozmawia Bartosz Wieczorek.

W jakim stopniu osoby, które decydują się na związek i myślą o posiadaniu dzieci, powinny brać pod uwagę możliwość, że ich pragnienie nie zostanie spełnione z powodu problemów z płodnością czy niepłodnością?

Edyta Zawistowska-Rola: W Polsce dysponujemy rzetelnymi badaniami, które pokazują, że około 15–20 procent par mierzy się z problemem niepłodności. W skali globalnej statystyki są bardzo podobne. W przeliczeniu oznacza to ponad półtora miliona par w naszym kraju, a problem ten narasta. Naukowcy podkreślają, że niepłodność ma charakter wieloczynnikowy – składa się na nią wiele różnych elementów. Wśród nich wymienia się m.in. zanieczyszczenie środowiska, styl życia oraz przewlekły stres, którego doświadczamy coraz częściej. Istotnym czynnikiem jest także coraz późniejsze decydowanie się na założenie rodziny.

Może doprecyzujmy: niepłodność i bezpłodność to dwa różne pojęcia, prawda?

 

Tak, co istotne, niepłodność jest stanem potencjalnie odwracalnym – dzięki odpowiedniemu leczeniu para może doczekać się dziecka. Bezpłodność natomiast oznacza trwałą, nieodwracalną niemożność posiadania potomstwa. W takim przypadku medycyna nie daje możliwości przywrócenia płodności.

 

Czy występują różnice między niepłodnością kobiet i mężczyzn? I czy zdarza się, że niepłodność wynika z uwarunkowań po obu stronach związku?

 

Obecnie wiemy, że przyczyny niepłodności dotyczą zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Statystyki są pod tym względem są takie same. Około 35-40 procent przypadków wiąże się z czynnikiem męskim np. niewielka liczba lub ruchliwość plemników, nieprawidłowa morfologia męskich gamet czy żylaki powrózka nasiennego. 35-40 procent to czynnik żeński np. niedrożność jajowodów, endometrioza, PCOS, wady anatomiczne macicy, uwarunkowania hormonalne. W pozostałych sytuacjach mówimy o niepłodności idiopatycznej, która oznacza brak znanej przyczyny niepłodności. Do klinik zgłasza się coraz więcej par, gdzie za przyczynę niepłodności podawany jest zarówno czynnik męski jak i żeński.

Spróbujmy wejść w sytuację osób, które od pewnego czasu starają się o dziecko, ale ciąża się nie pojawia. Zaczynają rodzić się wątpliwości, niepokoje, napięcie związane z oczekiwaniem, ale wciąż nie ma jeszcze diagnozy ani potwierdzenia, że chodzi o problem biologiczny. Jak w takiej sytuacji – jeszcze przed postawieniem rozpoznania – pary próbują sobie radzić? Jakich dróg szukają, by rozwiązać problem czy trudność z zajściem w ciążę?

 

To w dużej mierze zależy od wieku partnerów oraz etapu ich związku. Jeśli para poznaje się po trzydziestce, jest świadoma swoich planów i chce założyć rodzinę, zazwyczaj szybciej zgłasza się do specjalistów i podejmuje diagnostykę. Nie czekają biernie, tylko działają, aby jak najszybciej zidentyfikować ewentualny problem. Niepłodność diagnozuje się zwykle po roku regularnych, nieudanych starań o ciążę – i to jest moment, w którym najczęściej stawia się rozpoznanie. Pary bardzo aktywnie współpracują z lekarzami. Często wprowadzają zmiany w stylu życia: konsultują się z dietetykiem, modyfikują dietę, ograniczają lub eliminują alkohol, podejmują suplementację, dbają o sen i redukcję stresu. Robią wszystko, co w ich mocy, by zwiększyć szanse na pojawienie się dziecka. Warto na tym etapie skorzystać z porady psychologa by dowiedzieć się jak regulować stres i napięcia, które mogą się pojawić, a także poprawić komunikację w związku.

Czyli rok starań to orientacyjny czas, po którym zwykle rozpoczyna się diagnostykę. Ale jeśli ciąża nie pojawia się już po kilku miesiącach, czy to moment, by zgłosić się do specjalisty, czy raczej nadal spokojnie próbować i dać sobie więcej czasu?

 

Warto zrobić podstawowe badania, żeby wiedzieć na czym się stoi.

A jakie konkretnie badania należy wykonać i gdzie się z nimi zgłosić? Przyznam szczerze, że sam nie do końca bym wiedział, od czego zacząć. Myślę też, że dla wielu osób na tym etapie może to być temat wstydliwy i trudny.

 

Jak najbardziej. W przypadku mężczyzny podstawowym badaniem jest analiza nasienia, czyli seminogram. Pozwala ona ocenić parametry nasienia, takie jak liczba, ruchliwość i budowa plemników. U kobiet jednym z podstawowych badań jest oznaczenie poziomu AMH, które pozwala ocenić tzw. rezerwę jajnikową, czyli liczbę komórek jajowych i potencjał rozrodczy jajników.

Każdy może wykonać te badania. Oznaczenie AMH to proste badanie z krwi — polega na standardowym pobraniu próbki. U kobiet wykonuje się również badanie USG ginekologiczne, które pozwala ocenić jajniki i ich budowę. Natomiast badanie nasienia polega na oddaniu próbki w specjalistycznej klinice lub ośrodku zajmującym się diagnostyką i leczeniem niepłodności. Są to procedury dostępne i stosunkowo proste do przeprowadzenia w klinikach leczenia niepłodności lub specjalnych ośrodkach. Oczywiście to dopiero początek diagnostyki – dalsze badania dobiera lekarz w zależności od sytuacji pary.

 

Czy warto wykonać takie badania jeszcze przed rozpoczęciem starań o dziecko? Czy powinniśmy – jeszcze przed wejściem w poważną relację – wiedzieć, czy mamy ewentualne problemy z płodnością?

 

Myślę, że to kwestia bardzo indywidualna. Dorośli ludzie, zanim zdecydują się na trwałą relację, zazwyczaj rozmawiają o tym, czy chcą mieć dzieci – i są to rozmowy fundamentalne, poprzedzające decyzję o wspólnej przyszłości. Wiele zależy od systemu wartości danej osoby. Dla jednych posiadanie dziecka jest kluczowym elementem życia i budowania rodziny, wartością nadrzędną. Dla innych najważniejszym fundamentem jest sama relacja i druga osoba, z którą chcą budować wspólne życie, niezależnie od tego, czy pojawią się dzieci. To są bardzo osobiste, życiowe wybory i nie ma tu jednej uniwersalnej odpowiedzi.

Dla każdej pary dziecko znaczy coś innego, bo za decyzją o rodzicielstwie stoją różne oczekiwania, plany i marzenia. Często towarzyszy temu historia rodziny, niespełnione role, potrzeba kontynuacji pokoleń, chęć przekazania swoich genów i tożsamości, a także proste, wzruszające pragnienie zobaczenia radości w oczach dziadków, gdy w rodzinie pojawia się nowe życie. Motywacji może być naprawdę wiele.

Jak pary lub pojedyncze osoby radzą sobie po uzyskaniu informacji, że nie będą mogły mieć dziecka? Czy jest to moment przełomowy dla związku – prowadzący do rozstania, czy wręcz przeciwnie, do większej bliskości? Czy można powiedzieć, że żałoba po niespełnionym rodzicielstwie, ta luka i poczucie braku, mogą zostać czymś wypełnione? A jeśli tak, to czym i jakiej pracy wewnętrznej to wymaga?

 

Wpływ diagnozy niepłodności na relację zależy w dużej mierze od tego, jaką jakość związku zastaje choroba. W wielu parach, z którymi współpracuje widzę ogromną czułość i współpracę – choroba potrafi ich wręcz scementować. Partnerzy dbają o siebie nawzajem, wspierają się na każdym etapie leczenia. Ale zdarza się też, że długotrwała terapia i współżycie przekształcone w obowiązek odbierają spontaniczność i obciążają seksualność. To bardzo indywidualne. Dlatego tak ważne jest, aby para nie zagubiła siebie w procesie leczenia – żeby pielęgnowała komunikację, czułość i te codzienne gesty, które tworzą więź.
Jeżeli para porzuciła już wszelkie formy starania się o dziecko to żałoba po utraconym wyobrażeniu rodzicielstwa – czyli po marzeniu, które nie może zostać zrealizowane jest często nieuznana społecznie. Otoczenie jej nie widzi, nie rozumie i nie potrafi nazwać. Dlatego osoby z niepłodnością przeżywają ją często w samotności, ciszy i wstydzie.

Jeżeli para jest na etapie pogodzenia się ze swoją sytuacją, to często odnajdują się w innych obszarach życia, podejmują nowe aktywności i realizują się na różne sposoby – ale to nie oznacza, że ich życie jest mniej wartościowe. Po prostu spełnienie przychodzi z innych źródeł.

Kluczowe staje się nadanie sensu własnej historii: odpowiedź na pytanie, jak mogę przeżyć swoje życie w sposób pełny i znaczący, takie, jakie ono jest. Często jednak wymaga to pracy – wsparcia terapeutycznego, terapii indywidualnej lub udziału w grupie wsparcia.

Smutek czy żal mogą wracać falami, szczególnie w momentach, gdy w bliskim kręgu znajomych i rodziny pojawiają się małe dzieci, lub na późniejszym etapie, gdy jest np. ślub córki najlepszej koleżanki. W takich chwilach może pojawić się bolesne poczucie, że coś nas ominęło. To naturalne i wpisane w proces przeżywania straty.

Wróćmy do kwestii żalu. Czy naprawdę można się z tym w pełni pogodzić – nawet po terapii – czy zawsze pozostaje jakaś zadra? Czy taki żal da się całkowicie zniwelować?

 

Wszystko zależy od tego, co w sobie pielęgnujemy. Jeśli będziemy pielęgnować żal, to on może przesłonić całe nasze życie. Jeśli natomiast będziemy rozwijać w sobie radość i skupiać się na tym, co dajemy światu, co możemy wnieść w życie innych – perspektywa się zmienia.

Możemy powiedzieć: nie mam dziecka, ale jestem nauczycielem, który wykształcił wiele pokoleń. Jestem pielęgniarką, która uratowała wielu osobom życie. Jestem osobą, która każdego dnia obdarza innych życzliwością, choćby zwykłym uśmiechem. Często zapominamy, że to właśnie takie drobne gesty nadają naszemu życiu sens.

Warto to podkreślić: pielęgnowanie żalu niczego nam nie daje. Zatruwa życie, nie sprawia, że stajemy się lepszymi ludźmi ani że świat wokół nas staje się lepszy. Raczej pogłębia trudne emocje i może prowadzić do poczucia przygnębienia. Dlatego tak ważne jest realistyczne spojrzenie na siebie i odpowiedź na pytanie: co chcę w swoim życiu rozwijać i wzmacniać? Co chcę świadomie pielęgnować?

Czy dla osób religijnych wymiar wiary w obliczu niepłodności jest raczej dodatkowym obciążeniem, czy może źródłem wsparcia? Jak podchodzą do tego doświadczenia?

Obserwuję, że wiara często pomaga w pogodzeniu się z tym etapem życia, ale niekoniecznie go przyspiesza. Proces psychiczny i tak musi się dokonać.
Etapy żałoby – zaprzeczenie, złość, targowanie się, smutek i stopniowa akceptacja – przebiegają podobnie zarówno u osób wierzących, jak i niewierzących.

U osób wierzących pojawia się jednak specyficzny wymiar „targowania się z Bogiem”. Bywa on nawet dłuższy i bardziej intensywny. Rodzą się pytania: „Dlaczego obdarzyłeś mnie tak wielką potrzebą miłości, a nie dajesz mi dziecka?”, „Dlaczego noszę w sobie to pragnienie i cierpię, nie mogąc go spełnić?”. To bardzo głębokie, egzystencjalne zmaganie.

Zdarza się, że niektórzy przeżywają gniew wobec Boga i na pewien czas oddalają się od praktyk religijnych. Ten etap również jest częścią procesu i może trwać różnie długo. To sprawa bardzo indywidualna.

Jednak w wielu przypadkach wiara pomaga nadać doświadczeniu szerszy sens. Pojawia się refleksja: „Tak wygląda moje życie. Być może jestem powołany do czegoś innego”. I to bywa moment przejścia ku akceptacji – nie jako zapomnieniu o bólu, ale jako zgodzie na własną drogę.

Jeśli dobrze rozumiem, osoby wierzące nie powinny rezygnować z pomocy psychologa, licząc wyłącznie na modlitwę. Wiara może wspierać, ale nie zastępuje terapii ani leczenia. Wsparcie duchowe i specjalistyczne mogą się uzupełniać, a nie wykluczać.

 

Tak – i to warto wyraźnie podkreślić: modlitwa nie leczy depresji.

Epizody depresyjne  dotykają nawet 30–40 procent kobiet leczących się z powodu niepłodności. W takiej sytuacji sama modlitwa nie wystarczy. Konieczna jest pomoc specjalisty zdrowia psychicznego – psychologa lub psychiatry – aby otrzymać odpowiednie wsparcie i leczenie.

Duchowość i wiara mogą być ogromnym zasobem, ale nie zastępują terapii ani leczenia farmakologicznego, jeśli jest ono potrzebne. To działania komplementarne – mogą się wzajemnie uzupełniać, ale jedno nie powinno wykluczać drugiego.

Na zakończenie chciałbym poruszyć kwestię społecznej presji związanej z oczekiwaniem na dziecko. Wiemy, że trudno zmienić przyzwyczajenia babć, dziadków czy bliskich, którzy w dobrej wierze pytają: „Kiedy dziecko?” albo „Dlaczego tak długo nie macie dzieci?”.

 

Na szczęście w środowiskach osób 30+ czy w miejscach pracy świadomość problemu niepłodności jest coraz większa. Pytania w stylu „Kiedy dziecko?” pojawiają się rzadziej, bo rośnie zrozumienie, że to sprawa bardzo indywidualna i często niezwykle trudna.

Najczęściej takie sytuacje zdarzają się podczas spotkań rodzinnych – gdy ktoś pozwala sobie na niestosowne komentarze czy żarty. To bywa dla par bardzo krępujące i bolesne. Nic dziwnego, że później unikają takich spotkań, co z kolei pogłębia ich izolację i napięcia w rodzinie.

Jeśli to dalsza rodzina, najlepiej w ogóle nie zadawać takich pytań. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to pytanie jest bardzo intymnie. Jeżeli mamy z parą bardzo dobrą relację to sama, jeżeli będzie chciała podzieli się swoim problemem.  Często nie uświadamiamy sobie, jak głęboko wkraczamy w czyjąś prywatność.

Dlatego warto, by nasze racjonalne myślenie, takt i zwykła życzliwość wyprzedzały zwykłą ciekawość.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz